Rosja organizuje falę aktów sabotażu wymierzonych w europejskie zakłady zbrojeniowe, wykorzystując lokalne grupy przestępcze i płacąc im w kryptowalutach. W Polsce natomiast dochodzi do naruszeń przestrzeni powietrznej, które są analizowane przez wojskowych i ekspertów ds. bezpieczeństwa.
Według informacji brytyjskiego dziennika „The Telegraph”, rosyjskie służby wywiadowcze rekrutują członków lokalnych grup przestępczych do przeprowadzania aktów sabotażu na terenie Europy. Zadania są przekazywane za pośrednictwem komunikatorów, takich jak Telegram, a wykonawcy otrzymują zapłatę w kryptowalutach. Celem tych działań jest testowanie reakcji NATO oraz zwiększanie napięć między sojusznikami.
Sabotaże w europejskich zakładach zbrojeniowych
W ostatnim czasie doszło do kilku incydentów, które wpisują się w tę falę sabotażu. W nocy z 14 na 15 sierpnia w Estonii spłonął budynek firmy Milrem Robotics z Tallina, produkującej systemy bezzałogowe dla Ukrainy. W związku z tym zatrzymano trzech obywateli Łotwy podejrzanych o podpalenie. Premier Estonii poinformował, że śledczy badają, czy pożar był wynikiem sabotażu i czy mogła stać za nim Rosja.
Wcześniej w tym roku niemal doszczętnie spłonęła czeska fabryka produkująca drony i sprzęt termowizyjny dla Ukrainy. W śledztwie dotyczącym możliwego udziału Rosji zatrzymano cztery osoby. Ponadto 10 sierpnia doszło do silnego wybuchu w zakładzie bułgarskiego koncernu EMKO, który produkuje pociski artyleryjskie kalibru 155 mm dla Ukrainy. Trzy dni później wybuch nastąpił w zakładzie KNDS Ammo Italy pod Rzymem.
Według „The Telegraph” państwa Europy Wschodniej, takie jak Polska i kraje bałtyckie, częściej przypisują Rosji odpowiedzialność za tego typu incydenty. Z kolei państwa Europy Zachodniej, w tym Włochy i Niemcy, zachowują większą ostrożność w łączeniu tych zdarzeń z Moskwą, obawiając się eskalacji konfliktu.
Incydenty rakietowe w Polsce i wyzwania dla systemu obrony
W Polsce mieszkańców Lubelszczyzny obudziły syreny alarmowe po tym, jak w miejscowości Tarnawa-Kolonia spadła rosyjska rakieta. Generał brygady Wojska Polskiego Artur Jakubczyk wskazał, że podstawowym błędem było zabezpieczenie miejsca wybuchu i lądowania rakiety, gdyż żandarmeria wojskowa pojawiła się dopiero rano, mimo że zdarzenie miało miejsce wcześniej. Generał nie obarcza wojska winą za poważne błędy, ale zwraca uwagę na brak wyciągania wniosków przez rząd z poprzednich incydentów.
Generał Jakubczyk podkreślił, że systemy alarmowe działają, ale nie w pełni poprawnie i wymagają dalszej pracy. Zaznaczył, że niezbędne jest wyposażenie obywateli w systemy informujące o zagrożeniach, na przykład poprzez aplikacje mobilne, które zawierałyby konkretne instrukcje postępowania po ogłoszeniu alarmu. Wskazał, że obecny „Poradnik Bezpieczeństwa” Ministerstwa Obrony Narodowej jest zbyt obszerny i nie został zsynchronizowany z mediami publicznymi, które są głównym źródłem informacji podczas alarmów kryzysowych.
W kwestii decyzji o niezestrzeliwaniu rosyjskiej rakiety, która naruszyła polską przestrzeń powietrzną, generał zaznaczył, że pilot podejmuje ją na podstawie informacji z systemów radarowych i własnego radaru, a także w bardzo krótkim czasie. Nie wiadomo, czy pilot chciał zestrzelić rakietę, czy też systemy wskazywały, że obiekt spada bez kontroli. Generał podkreślił, że odpowiedzialność za brak odpowiednich procedur i prawa spoczywa na politykach, a nie na żołnierzach.
Generał Jakubczyk wskazał, że Rosja testuje Polskę, która jest głównym zapleczem logistycznym dla Ukrainy. Zaznaczył, że wojsko i inne organizacje powinny dostosować programy szkoleń i ćwiczeń do obecnej sytuacji, a politycy powinni wprowadzić zmiany w prawie i procedurach, aby służby miały większą swobodę działania.
W kontekście obrony powietrznej generał podkreślił, że najbardziej optymalnym rozwiązaniem byłoby niszczenie rosyjskich rakiet jeszcze na terytorium Ukrainy, co pozwoliłoby zabezpieczyć polskie terytorium przed skutkami upadku pocisków. Wskazał, że w NATO nie widzi większych przeszkód w negocjacjach dotyczących utworzenia strefy działania proaktywnego w pobliżu granicy z Ukrainą.
Generał odniósł się także do artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, mówiąc, że zdarzenie z Tarnawy-Kolonii należy traktować jako incydent, a nie bezpośredni atak, ponieważ nie zostały wyczerpane znamiona tego artykułu, takie jak intencjonalność działania czy szkody materialne i ludzkie.
W ocenie generała, Rosja nadal boi się NATO, które pozostaje jedyną strukturą gwarantującą bezpieczeństwo globalne. Zaznaczył, że odstraszanie sojuszu działa prowokująco na Rosję, która chce doprowadzić do rozpadu NATO i testuje jego spójność. Wskazał, że w państwach frontowych, takich jak Polska, powinny stacjonować siły obrony powietrznej NATO, a inne kraje posiadają adekwatny sprzęt do zwalczania zagrożeń.
Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce podkreślił, że naruszenie terytorium sojusznika jest traktowane jako poważne zagrożenie, a Stany Zjednoczone pozostają najważniejszym sojusznikiem Polski, dostarczając m.in. systemy Patriot oraz pociski przeciwlotnicze i przeciwrakietowe.
Wypowiedzi ekspertów i wojskowych dotyczą dalszego rozwoju systemów obrony powietrznej oraz zmian w procedurach i prawie, które mają umożliwić skuteczniejsze reagowanie na zagrożenia ze strony Rosji. Wydarzenia w Tarnawie-Kolonii oraz akty sabotażu w europejskich zakładach zbrojeniowych stanowią elementy szerszej strategii testowania reakcji NATO i państw członkowskich.

Komentarze
Linki do innych stron WWW w komentarzach są niedozwolone i takie komentarze są automatycznie odrzucane.